Załóżmy, że potrzebujesz strony internetowej.
Możesz zamówić ją w firmie. Ktoś zrobi analizę, makietę, projekt, wdrożenie. Potem będą poprawki, telefony, maile i kilka tygodni czekania.
Albo możesz otworzyć AI.
Kilka promptów później masz logo, nagłówek, zdjęcie człowieka patrzącego w dal, formularz kontaktowy, sekcję „Dlaczego my?”, animację przy przewijaniu i przycisk „Umów rozmowę”.
I jeszcze jednorożca.
Bo dlaczego nie?
Problem w tym, że samo zrobienie strony przestało być dzisiaj szczególnie trudne.
Trudniejsze jest zrobienie takiej strony, z którą za rok nadal będzie Ci po drodze.
AI potrafi zrobić stronę. I robi to coraz lepiej.
Nie ma sensu udawać, że jest inaczej.
AI potrafi wygenerować całkiem przyzwoitą stronę. Szczególnie jeśli potrzebujesz prostego serwisu: kilka podstron, oferta, kontakt, może formularz i mapa.
Do tego robi to szybko.
Nie czeka na grafika.
Nie ma urlopu.
Nie pyta, czy logo może być trochę większe.
Nie przesuwa terminu, bo „czekamy jeszcze na zdjęcia”.
Dla części firm to naprawdę może być wystarczające. I to jest dobra wiadomość.
AI obniżyło próg wejścia w tworzenie strony. Kiedyś trzeba było znać HTML, znaleźć programistę albo kupić gotowy szablon. Dzisiaj można powiedzieć maszynie, czego potrzebujemy, i po chwili zobaczyć efekt.
Tylko że strona internetowa rzadko kończy swoje życie w dniu publikacji.
Właściwie wtedy dopiero zaczyna się jej ciekawsza część.
Pierwszy problem pojawia się wtedy, kiedy chcesz coś zmienić
Na początku wszystko jest proste. Masz firmę i pięć usług. Po pół roku dochodzi szósta. Potem nowa oferta dla klientów B2B. Potem osobna kampania. Potem formularz, który ma wysyłać dane do CRM. Potem ktoś wpada na pomysł konfiguratora. Potem jeszcze wersja angielska.
I nagle pojawia się niewinne: „A możemy tylko dodać jedną rzecz?”
To jest moment, w którym niektóre strony zaczynają przypominać Jengę. Można wyjąć jeden klocek. Tylko trzeba wiedzieć który.
AI oczywiście nadal pomoże.
Możesz powiedzieć: „Dodaj nową sekcję pod ofertą.”
I doda.
Tylko co dokładnie zmieni przy okazji?
Czy zachowa wcześniejsze założenia?
Czy nie przebuduje fragmentu, który był potrzebny z innego powodu?
Czy nowa sekcja będzie korzystała z tego samego komponentu?
Czy za trzy miesiące ktoś będzie wiedział, dlaczego ta część kodu wygląda właśnie tak?
Można oczywiście wszystko dokładnie opisać. Tylko wtedy trzeba najpierw wiedzieć, co właściwie trzeba opisać.
I tutaj dochodzimy do rzeczy, o której rzadko mówi się przy zachwycie nad AI tworzącym strony.
Największą trudnością nie zawsze jest napisanie kodu. Czasem trudniej jest wiedzieć, jaki kod powinien powstać.
Programista nie jest od pisania tego samego kodu 400 razy
Dobry programista ma jedną bardzo przydatną cechę. Jest leniwy.
Ale w tym najlepszym możliwym znaczeniu.
Jeżeli ma po raz dziesiąty robić tę samą rzecz, zaczyna kombinować, jak zrobić ją raz i wykorzystać później.
Buduje komponent.
Tworzy schemat.
Porządkuje kod.
Dokumentuje rozwiązanie.
Automatyzuje powtarzalne czynności.
Dlatego kiedy za pół roku pojawia się: „Potrzebujemy jeszcze pięciu takich stron”, nie zaczyna wszystkiego od początku. Wie, co już istnieje. Wie też, gdzie lepiej nie grzebać.
To trochę jak z miastem. Możesz zbudować prostą drogę od punktu A do B. Działa. Ale jeśli wiesz, że za dwa lata obok powstanie osiedle, szkoła i centrum handlowe, dobrze byłoby pomyśleć o tym wcześniej. Inaczej za dwa lata będziesz przebudowywać skrzyżowanie w godzinach szczytu.
Na S8. W piątek.
A teraz najważniejsze: programista też korzysta z AI
To nie jest historia pod tytułem: AI złe, programista dobry.
Taki podział byłby po prostu nieprawdziwy.
Programista korzystający z AI może zrobić swoją pracę szybciej. Może wygenerować fragment kodu, sprawdzić rozwiązanie, znaleźć błąd, przygotować powtarzalny element.
AI może być świetnym narzędziem. Tyle że narzędzie nie bierze na siebie odpowiedzialności za całość.
Kiedy AI wygeneruje 300 linii kodu, nadal ktoś powinien wiedzieć, czy te 300 linii ma sens.
To trochę jak kalkulator. Możesz dzięki niemu bardzo szybko policzyć skomplikowane działanie. Ale kalkulator nie wie, czy właśnie to działanie powinieneś policzyć.
No dobrze. To może WordPress?
Tutaj sprawa robi się jeszcze ciekawsza.
Kiedyś pytanie brzmiało: „Zrobimy stronę od zera na autorskim kodzie czy na WordPressie?”
Dzisiaj dochodzi: „A może zrobimy ją całą przy pomocy AI?”
A odpowiedź dalej brzmi: to zależy.
Prosta, statyczna strona może być świetnym rozwiązaniem. Może być szybka, stabilna i stosunkowo tania w utrzymaniu. Jeżeli treści zmieniają się raz na pół roku, niekoniecznie potrzebujesz całej maszynerii do ich codziennej edycji.
Tylko, że właściciel firmy często po pewnym czasie mówi: „Chcę sam zmienić ten tekst”.
I wtedy pojawia się CMS. Na przykład WordPress. A razem z nim wtyczki, aktualizacje, zabezpieczenia, edytory wizualne, integracje i cała reszta małego ekosystemu, który potrafi być bardzo wygodny.
Albo bardzo skomplikowany.
Samo użycie WordPressa nie jest problemem. Problem zaczyna się wtedy, kiedy do prostego zadania dokładamy kolejne rozwiązania, bo każde z nich miało rozwiązać „tylko jedną małą rzecz”.
Po kilku latach może się okazać, że mamy stronę, której nikt nie chce dotknąć bez kopii zapasowej.
Najtańsza strona nie zawsze jest najtańsza
I tutaj dochodzimy do sedna.
Jeżeli patrzysz wyłącznie na koszt uruchomienia strony, AI może wygrać ten wyścig.
To uczciwe.
Tylko że strona nie kosztuje wyłącznie tyle, ile zapłaciłeś za jej uruchomienie. Kosztuje też każda kolejna zmiana.
Nowa podstrona.
Nowy formularz.
Nowa integracja.
Nowa wersja oferty.
Nowy sposób prezentowania produktów.
Naprawa czegoś, co przestało działać po aktualizacji.
Dlatego pytanie: „Ile kosztuje strona?” jest trochę jak pytanie: „Ile kosztuje samochód?”
Możesz kupić coś za 17 tysięcy.
Tylko po trzech latach ważne jest już również to, ile kosztują opony, serwis, paliwo i naprawy.
Ze stronami jest podobnie.
Czy w takim razie potrzebujesz programisty?
Może tak.
Może nie.
Jeżeli potrzebujesz prostej strony-wizytówki, która przez dwa lata praktycznie się nie zmieni, rozwiązanie oparte na AI albo gotowym szablonie może być zupełnie rozsądne.
Jeżeli strona ma być ważnym narzędziem pozyskiwania klientów, będzie często rozwijana, ma obsługiwać kampanie, integracje, sprzedaż, konfigurator albo kilka grup użytkowników, warto wcześniej pomyśleć o architekturze.
Nie dlatego, że AI sobie „nie poradzi”. Dlatego, że ktoś musi zdecydować, co właściwie budujemy i jak ma się to zmieniać później. I ten ktoś nie musi być programistą, ale powinien rozumieć, co buduje.
Strona na dziś czy strona dla firmy, która będzie większa?
To chyba ciekawsze pytanie niż: „AI czy programista?”
Bo AI jest już częścią tego świata.
Programiści też.
WordPress też.
Statyczne strony też.
I pewnie za chwilę pojawią się kolejne rozwiązania, które sprawią, że dzisiejsze dyskusje będą wyglądały trochę jak spór o to, czy lepiej pisać stronę w jednym edytorze czy innym.
Dla firmy ważniejsze jest coś innego.
Kiedy za rok będziesz chciał dodać nową usługę, landing page, formularz albo integrację, czy nadal będziesz mógł powiedzieć: „Dobra. Dodajmy to.”
Czy raczej: „Tylko niczego nie ruszaj, bo ostatnim razem coś się zepsuło.”
I może właśnie to jest najlepszy test strony zrobionej przez AI. Nie to, jak wygląda pierwszego dnia. Tylko jak zachowuje się przy dziesiątej zmianie.
Bo stronę można dziś wygenerować bardzo szybko.
Pytanie brzmi, czy właśnie zbudowałeś stronę, czy dopiero jej pierwszą wersję.